O tej mgiełce dowiedziałam się z bloga Anwen, to nowość na rynku i niestety nie można jej jeszcze spotkać we wszystkich drogeriach (ja kupiłam ją w małym sklepiku w Krakowie na ulicy Starowiślnej). Występuje w trzech wariantach:
- nawilżająca - aloes i jaśmin
- wygładzająca - malina i bawełna
- odżywiająca - awokado i kiełki pszenicy
Posiadam pierwszą z nich. Nie zawiera alkoholu więc stwierdziłam, że będzie idealna do codziennego użytku, bo moje włosy kochają się puszyć w ciągu dnia. Wysokoporowate włosy są bardzo wymagające i niestety z przykrością stwierdzam, że ta odżywka w sprayu nie spełniła swojego zadania (chociaż wszystkie kosmetyki ,,Joanny" uwielbiam!). Włosy wyglądały po niej tak samo jak bez spryskania, nie wniosła nic ciekawego do mojej pielęgnacji. Ogarnięte były tylko przez pierwszą godzinę, może dwie, po tym czasie wracały do swojego normalnego lekkiego puchu. Nie zauważyłam po niej żadnej różnicy. Dodatkowo zapach jest dość nieprzyjemny i długo utrzymuje się na włosach.
Nie wiem jak pozostałe wersje, gdy już nie będę miała pomysłów na mgiełki pewnie je kupie ;) Kosztuje tylko 5 zł więc warto jej spróbować, bo może innym włosom podpasuje bardziej niż moim. Aktualnie chodzi za mną domowej roboty mgiełka z aloesem na bazie rozpuszczonej odżywki. Gdy już znajdę czas by ją zrobić z pewnością umieszczę recenzję ;)
Pozdrawiam, Dagmara.

Ja lubię jak mi się czasem puszek zrobi na głowie, nie wygląda wszystko na przylizane ;) Chyba mgiełki używałam jako dzieciak i właściwie żadna nigdy mi nie pomagała.. teraz przerzuciłam się na jedwab do włosów i wydaje mi się, że lepiej spełnia swoje zadanie, ale używam go tylko od czasu do czasu, jak już na prawdę jest kiepsko :) Polecam spróbować - ja kupuje najtańszy w drogerii typu rossman, chyba do 5zł
OdpowiedzUsuń